O Michale, który zawarł pakt z diabłem

Był czwartek, jak zwykle w Grójcu odbywał się targ. Ze wszystkich okolicznych miejscowości zjeżdżali się gospodarze, by sprzedać swoje płody lub coś kupić. Przyjechał także Michał, choć niewiele miał do zaoferowania. Siedział na swoim wozie smutny i przygnębiony i rozmyślał nad biedą, której nie umiał zaradzić. Wtem podszedł do niego dziwny jegomość i zapytał co go dręczy. Michał nie zastanawiał się i odparł, że smuci się z powodu nędzy i oddałby wszystko, byleby być bogatym. Ależ to nie problem, rzekł nieznajomy. Trzeba tylko przyjąć w swej chacie o północy gościa, który zapuka do drzwi. Należy jednak mieć w izbie zapaloną świecę i podpisać dokument, który przyniesie przybysz. Zamyślił sie Michał, a kiedy chciał zapytać kiedy to się stanie, zobaczył, że nieznajomego nigdzie nie ma. Cóż było robić? Trzeba wracać do domu.
Czas do wieczora zapełnił chłop praca w obejściu, nakarmił zwierzęta, narąbał drew, ugotował lichą strawę, sprawdził czy ma w domu świecę i powoli przygotowywał się do snu. Ale nie było mu do spania, dręczył do niepokój. Kiedy zbliżała się północ zapalił świecę, siadł przy stole i czekał. Wtem rozległo sie pukanie do drzwi i do izby wsunęła sie jakaś postać odziana w czarny strój, spod włosów wystawały nad czołem rogi, a z tyłu poruszał się ogon, który zamiatał podłogę. Michał nie należał do tchórzliwych, ale tym razem skóra mu cierpła, bo domyślał się kim był ten nocny gość. Diabeł tymczasem uwijał się po izbie, rozłożył na stole zwinięty w rulon cyrograf, postawił kałamarz i wyciągnął z kieszeni dobrze zatemperowane gęsie pióro. Potem podbiegł do Michała, dziobnął go ostrzem w rękę tak mocno, że pokazała się duża kropla krwi. Umoczył w niej pióro i kazał złożyć podpis na dole dokumentu. Posłuszny chłop napisał swoje imię, diabeł zaśmiał się tak głośno, że aż dach zaskrzypiał i nagle zrobiło się cicho. Szatan zniknął, świeca zgasła, tylko echo gdzieś powtarzało „będziesz bogaty, będziesz bogaty”.
Następnego dnia rozbudzony gospodarz zastanawiał się czy to był tylko sen, czy rzeczywiście takie zdarzenie miało miejsce. Ale widok niewielkiej ranki na ciele i ślad krwi na podłodze potwierdziły fakt, że stało się coś niedobrego. Głód doskwierał Michałowi, więc zaczął rozmyślać – co by tu zjeść na śniadanie. Wiedział, że w chacie niewiele znajdzie, najwyżej okruchy chleba. Przypomniał sobie, że poprzedniego dnia widział przez okno restauracji w Grójcu, jak zamożni mieszczanie jedli obfity posiłek. Oj, zjadłoby sie pieczonego indyka, albo kaczkę nadzianą jabłkiem, popiło dobrym winem – pomyślał, ale biedak może tylko pomarzyć. Wtem z drugiej izby doszedł do niego smakowity zapach, zajrzał tam i oniemiał. Na stole stał półmisek z rumianym indykiem a obok stała omszała butelka wina. Zasiadł Michał do stołu, nasycił głód i pomyślał, że oto diabeł wypełnił jego pierwsze życzenie.
Od tej pory wszystkie jego pragnienia były natychmiast spełniane, nawet jeśli wyrażał je tylko w myślach. W chacie znalazły się dostatnie nowe sprzęty i błyszczące garnki, w stajniach rżały piękne konie, w oborach bydło, w nowej stodole pełno było zboża, po obejściu skrzętnie uwijała się służba. Michał nie pracował, jeździł do okolicznych wsi, przesiadywał w karczmach, wieczorami tańczył i śpiewał, jego kieszenie pełne były pieniędzy, ale coraz częściej zastanawiał się czy nie byłoby warto rozejrzeć się za żoną. Sąsiedzi spod oka obserwowali to, co działo się u niego i podejrzewali, że dobrobyt sąsiada, to sprawka czartowska. Ponadto widywali, że spod sągów drzewa, równo ułożonych na Michałowym podwórku często wybiegały czarne psy i koty, których dotychczas tam nie było. Był to według sąsiadek widomy dowód obecności diabłów.
Pewnego dnia Michał wyraził życzenie, by czart naraił mu piękną, młodą i miła dziewczynę, która zostałaby jego żoną. Zakręcił sie diabeł, rozejrzał wśród panien i wkrótce odbyło sie wesele. Gości było wielu, jadło doskonałe, huczna muzyka grała trzy dni i trzy noce. Takiego wesela nie pamiętano w okolicy. Śliczna Justyna była dobrą żoną, a potem tez kochająca matką. Dwóch zdrowych chłopców, którym nadano imiona: Janek i Alfons cieszyło serca rodziców.
Mijały lata, chłopcy urośli, wydorośleli, potem sie pożenili i wyprowadzili z domu. Michał się postarzał, tracił siły, wreszcie poczuł sie tak źle, że przestraszona żona postanowił poprosić sąsiadki, by pomodliły się przy łożu chorego o jego zdrowie. Kiedy rozpoczęły sie modły Michał zaczął krzyczeć tak strasznym głosem, że wszyscy uciekli. Wtedy pod jego łóżkiem zapadła się podłoga i straszliwy ogień pochłonął chorego. W tym czasie rozszalała się burza, pioruny jeden za drugim uderzały w dom Michała i w całe obejście. Rankiem, kiedy ucichł wiatr i deszcz mieszkańcy wioski zobaczyli, że nawet garstka popiołu nie została po dobytku, który był dziełem szatana.
Przez długie lata w całej okolicy opowiadano o tym wydarzeniu, przestrzegano przed wchodzeniem w konszachty z diabłami, a potem zaś wieś nazwano Michałówką, by nie zginęła pamięć o Michałku, który pragnął tak bardzo bogactwa, że sprzedał dusze diabłu.

Legenda pochodzi z ze zbioru „Legendy Krainy Kwitnących Jabłoni” pod red. Wandy Szeląg, a za niedługo zapraszamy na kolejną „lekcję historii” – tym razem będzie to spotkanie ze zjawą spod Tońkowej Górki. Wie ktoś gdzie to jest?