O woju Jasieniu (cz.II)

… Minęło kilka lat. Jasień cieszył się miłością i szacunkiem okolicznych mieszkańców. Byli jednak i tacy, wśród których budził strach i nienawiść, bo potrafił on z grupką oddanych sobie ludzi urządzać zasadzki na wędrujące bandy łupieżców, którym odbierał zrabowane mienie i uwalniał niewolników. Nie czynił on tego dla własnej korzyści, ale pomagał słabszym i biednym. Uwolnionych niewolników obdarzał na drogę zapasami żywności, jakimś niewielkim datkiem pieniężnym i pozwalał wrócić do swych domostw. A działo się tak dlatego, że we wczesnej młodości podobno widział w dalekich krajach, jak straszny był los niewolników. Tylko jeden raz odstąpił od tej zasady młody rycerz i zatrzymał w swym domu uwolnioną osobę, a właściwie – dziecko. A było to tak.
Pewnego razu, podczas ataku na bandę rabusiów, wśród grupy pędzonych niewolników dostrzegł małą, zaledwie kilkuletnią dziewczynkę. Uwolniona z krępujących ją pęt, patrzyła w oczy Jasieniowi z takim przerażeniem, że zadrżało mu serce. Po bladej twarzyczce płynęły łzy, a drżące usteczka nie potrafiły wydać żadnego dźwięku. Nawet jej szloch był bezgłośny. Pytana kim jest, kim są rodzice – nie odpowiadał, tylko patrzyła ze zgrozą na otaczających ją ludzi. Domyślano się, że nie rozumie języka, którym do niej mówiono, musiała pochodzić z dalekich stron.
Podniósł ją Jasień z ziemi jak piórko, posadził przed sobą na koniu i zawiózł do swego domu. Tam polecił posługującym mu niewiastom, by troskliwie zajęły sie dzieckiem.
Mijały dni, tygodnie, miesiące, dziewuszka oswoiła się z nowym otoczeniem, czasem nawet cichutko coś nuciła, kiedy siedziała na przyzbie domu, wygrzewając się na słońcu i głaszcząc psa, który się do niej łasił. Uśmiechała się jednak tylko do Jasienia. Kiedy wracał z jakiejś wyprawy, wybiegała mu na przeciw, wsuwała swą małą rączkę w jego dłoń i prowadziła do domu. Z czasem dowiedziano się, że ma na imię Wigna, bo pokazywała paluszkiem na siebie i powtarzała to słowo.
Aż nadeszła straszna noc. Poprzedniego dnia Jasień i jego drużyna powrócili z długiej i męczącej wyprawy. Spali kamiennym snem, nawet strażnicy na wałach niczego nie dostrzegali w mroku letniej, pogodnej nocy. Tymczasem spod nieodległego boru, korzystając ze snujących się oparów mgły zbliżała się, pełzając po ziemi ogromna banda uzbrojonych ludzi. Tuz przed wałami zerwali się, odrzucili maskujące gałęzie i z krzykiem natarli na gródek. Było ich tak wielu, że obrona nie zdała się na nic. Pokonanych spędzono w jedno miejsce na dziedzińcu i zapewne spotkałaby ich śmierć, gdyby nie to, że w pewnej chwili tuż koło gródka zjawiła sie grupa rycerzy, na czele której jechała młoda kobieta. Jej jasne włosy rozwiewał wiatr, a zbroja lśniła w pierwszych promieniach wschodzącego słońca.
Nagle stojąca tuż przy Jasieniu i trzymająca go kurczowo za rękę Wigna, z głośnym krzykiem rzuciła sie w stronę przyjezdnych. Rozpoznała bowiem w przybyłej kobiecie swoją starszą siostrę – Ecke. Napastnicy sądząc, że to przybyła pomoc dla Jasienia, w pośpiechu uciekali, nie zabierając niczego i nikogo ze sobą.
A tymczasem okazało sie, że mimowolnymi oswobodzicielami napadniętych byli rycerze, którzy wraz z córką swego władcy, szukali jego młodszej latorośli – Wigny, porwanej z jego zamku. Radość wszystkich nie miała granic. Mieszkańcy Jasieńca przyjmowali godnie swych wybawicieli, a mała Wigna bez przerwy opowiadała swej siostrze o bohaterstwie i dobroci Jasienia.
Następnego dnia Ecke wysłała do ojca posłańców z radosną nowiną o odnalezieniu młodszej córki, którą kochał on nad życie. Minęło kilka tygodni, podczas których Jasień pokazywał Ecke swój gród i ziemie do niego przyległe, zabierał ją na łowy i coraz bardziej przekonywał się, że drugiej tak pięknej, dzielnej i mądrej kobiety juz nie spotka. AS potem wybrał się wraz z grupą swych wojaków, by towarzyszyć Wignie i Ecke do ich rodzinnego domu. Tam pokłonił się nisko ojcu pięknej dziewczyny ii poprosił o jej rękę. Huczne wesele, które trwało wiele dni, zgromadziło wielu znamienitych gości, a potem Jasień ze swą nowo poślubiona małżonką powrócił do swego grodziska, gdzie żyli długo i szczęśliwie.

Legenda pochodzi ze zbioru „Legendy krainy kwitnących jabłoni” Wandy Szeląg.
A za tydzień zapraszamy na wycieczkę do wsi Michałówka, gdzie spotkamy się z legendarnym Michałkiem, który się z diabłem układał.

Do zobaczenia!