Tońkowa Górka

Zgodnie z zapowiedzią sprzed tygodnia, pozostajemy z naszym parahistorycznym cyklem w okolicach Michałówki, a kolejna legenda z tego terenu, to znów opowieść przyprawiająca o gęsią skórkę. Wydarzyła się ona na Tońkowej Górce. Czy ktoś z naszych czytelników wie, gdzie to jest? Otóż…

Niedaleko wsi Michałówka k. Jasieńca znajduje się wzniesienie nazwane przez miejscową ludność Tońkową Górką. Od dawna o tym pagórku i całej okolicy krążyły opowieści budzące grozę. Szczególnie nocą strach było wychodzić, bo można tam było spotkać przedziwne, tajemnicze postacie. Na jedną z nich natknął się przed wieloma laty pewien gospodarz powracający z targu w Grójcu.
Była późna noc, wóz którym jechał, nagle zboczył z drogi i znalazł się na czyjejś łące. Daremnie gospodarz próbował zatrzymać konia, nie reagował on na żadne polecenia. Wydawało się, że jakaś moc trzyma go za uzdę. Przestraszony włościanin rozejrzał się wokoło i dostrzegł, że na łące znajduje się dość duży staw, którego nigdy przedtem nie widział. Raptem koń przyspieszył kroku i zaczął krążyć wokół stawu. Zniecierpliwiony włościanin postanowił zeskoczyć z wozu i poczekać, aż zwierzę się zmęczy i zwolni biegu.
Mijały godziny, dawno wybiła północ, z daleka słychać było szczekające we wsiach psy, wiatr szumiał w zaroślach, czas wlókł się niemiłosiernie. Wtem nieszczęsny właściciel konia spostrzegł, że jego zwierzę jest prowadzone za 
uzdę przez młodą dziewczynę, ubraną w długą białą suknię. Wprawdzie gospodarz nie wierzył w duchy i zjawy, ale poczuł, że włos mu się jeży na głowie i gęsia skóra pokrywa całe ciało. Mimo to postanowił podejść do kobiety i poprosić o zwrot konia. Nie zareagowała na jego prośbę, nawet nie zwróciła a niego uwagi, jakby był powietrzem. Złapał ją za rękę i zatrzymał. Spojrzała na niego z takim żalem i z taką rozpaczą, że zadrżało mu serce. Cichym głosem zapytała – dlaczego jej przeszkadza, ona musi się spieszyć, by ostrzec ukochanego, że grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Od 150 lat, co noc próbuje ubiec zbójców i zawsze się spóźnia, bo ktoś udaremnia jej wysiłki. Zawsze przybywa zbyt późno i jej ukochany Tomisław pada zabity, tak jak przed półtora wiekiem. To właśnie tam, gdzie jest górka zwana dziś Tońkową znalazła ciało ukochanego. Obmyła je łzami i pochowała na szczycie, ale jej serce i dusza nie zaznały spokoju.
Kiedy dziewczyna snuła tę opowieść, daleko, na wschodzie pojawiły się pierwsze zwiastuny brzasku, nadchodził świt. Postać dziewczyny bladła, stawała się przezroczysta jak mgła i wreszcie całkowicie rozpłynęła się w pierwszych promieniach słońca.
Rozejrzał się wieśniak wokoło, nikogo nie było, tylko wiatr szumiał cicho w zaroślach na Tońkowej Górce. Trzasnął głośno z bata i ruszył do domu popędzając konia. Z czasem zaczął myśleć, że całe to niezwykłe zajście musiało mu się przyśnić, więc nie opowiadał o nim nikomu, by nie budzić wesołości u wioskowych dowcipnisiów. Kiedy jednak inni opowiadali, że spotkali nad stawem jakąś zjawę, nie śmiał się i nie pokpiwał z nikogo.

Powyższa legenda pochodzi oczywiście ze zbioru pod red. Wandy Szeląg „Legendy krainy kwitnących jabłoni”.